Non omnis moriar

Przepiękną maksymę “nie wszystek umrę” zawdzięczamy Horacemu. Przeczytawszy ostatnio książkę “Trupia Farma” Williama Bassa zrozumiałem jak ciekawe dodatkowe pokłady w niej drzemią.

Książka znanego w USA antropologa sądowego to wspomnienia z zakładania i rozwoju jego najważniejszego projektu naukowego i życiowego. Trupia Farma to inaczej ośrodek badań nad zwłokami, gdzie naukowcy mogli bez oglądania się na tabu śledzić procesy rozkładu, testować okoliczności, czynniki i, co najważniejsze, swoimi wynikami wspierać sądownictwo i organy ścigania.

Autor z dystansem i poczuciem humoru charakterystycznym dla wielu naukowców (przypominam sobie precyzyjny i ostry jak skalpel dowcip pana profesora Jacka Hołówki na studiach – bezcenne) opowiada o krojeniu zwłok, gniciu skóry, owadach gnieżdżących się w ciepłych i wilgotnych jamach martwych ciał.

Z opowieści tej można nauczyć się wielu rzeczy. Mnie uderzyła miłość i pasja do własnej drogi naukowej, która chyba była silniejsza nawet niż uczucie do trzech kolejnych partnerek (z których dwie autor musiał pochować). Do tego ten dystans i humor. Między okładkami nie brakuje anegdot o tym jak czasem trzeba było wygotować czaszkę na domowej kuchence, schować topielca w uczelnianym schowku na szczotki czy sproszkować kości w blenderze (“dał się słyszeć odgłos trajkotania blendera i mojej żony”). Jest też miejsce na trudne, wręcz przejmująco okrutne historie, gdzie człowiek okazuje się potworną bestią.

Sam Bass na końcu pisze o swojej percepcji śmierci oraz tego, co po nim zostanie. Stąd maksyma, którą zacząłem. Sam chciałbym stworzyć coś, co mnie przeżyje i stanie się pozytywnym, kreującym elementem życia innych ludzi.

Każdy z nas szuka innego przepisu na nieśmiertelność. Jednym z nich są dzieci, które mogą być przedłużeniem tego co najlepsze albo kontynuować ciąg rodzinnych błędów i traum. Innym jest działalność naukowa czy artystyczna. Jeszcze inni czują, że ich dziedzictwem może być ważny projekt – tutaj piję do inżynierów, budowniczych, konstruktorów i architektów. William Bass zostawi po sobie dziedzictwo w postaci zbadanych trupów, ośrodka badania zwłok i tabunu naukowców kontynuujących grzebanie w umarlakach. Ironiczne, przewrotne i zarazem bardzo optymistyczne.

Przez 2/3 swojego życia bałem się śmierci, wręcz panicznie. Wieczorna o niej myśl potrafiła wyrwać mnie z łóżka i zmusić do pobiegnięcia po wodę, otwarcie okna, cokolwiek by zmienić obiekt skupienia. Pojawiała się w koszmarach, nawiedzała na jawie. W naszym czystym i wciąż w miarę bezpiecznym świecie kontakt z nią mamy bardzo ograniczony i przez to nie możemy się z nią oswoić.

Książka Williama Bassa z pewnością w tym doskonale pomaga. Trafiłem na nią w czasie, gdy myśl o ostateczności i tego “co po niej” nie zrywa mnie z łózka. Jednak podejście do niej autora sprawiło, że boję się jeszcze mniej.

B.