W lochu Sinobrodego

Kocham filmy nieme. Wiem, brzmi to jak totalny snobizm, ale nic nie poradzę. W czasach studenckich regularnie odwiedzałem kino Iluzjon i tamtejszy festiwal, który pokazał jak można wspaniale łączyć nową muzykę ze starą (ale wciąż atrakcyjną) kinematografią. Nigdy nie zapomnę występu Leszka Możdżera ilustrującego chyba film o Warszawie. Choć nie jestem fanem jazzu ani yassu, była to nieprawdopodobna podróż, jednorazowe doświadczenie o sile bomby. Jej odłamki tkwiły mi w głowie kilka ładnych lat.

W 2008 roku mój kolega z obozów z RPG Paweł Leszczyński organizował Festiwal Kina Niemego w warszawskim Basenie Artystycznym i zaprosił mnie do wystąpienia z muzyką do krótkiego filmu. Nad utworem do “Księżniczki Nikotyny” pracowałem chyba z miesiąc, sam film trwa minutę. To chyba oddaje moje zaangażowanie i radość z projektu. Ostatecznie pamiętam, że frekwencja festiwalowa była znikoma, tym bardziej podczas “mojej” minuty, ale zasiane ziarno czekało na inny czas.

Dziś sprawdzam, czy wykiełkowało, a jeśli – to czym się stało. W sobotę 02.02, podczas konwentu Zjava 10 w Warszawie pokażę widzom (o ile się trafią) sześć niemych filmów. Starałem się dobrać je pod siebie, bo projekt jest niekomercyjny i mogę pobawić się w sztukę po swojemu. Do każdego z nich będę grać, ale nie skłamię, że muzyka została napisana. Nie, mam jedynie stelaż, na którym dopiero coś powstanie.

Wśród filmów są: “Frankenstein”, “Alicja w Krainie Czarów” oraz “Sinobrody”. Będzie baśniowo, mrocznie, czasem i okrutnie. Obrazek ilustrujący post to właśnie żony Sinobrodego z filmu, który mam w zanadrzu. Są takie drzwi, których nie należy otwierać.

Jeśli technicznie nic mnie nie pokona i pokaz się uda kto wie… Może powtórzymy go w innym miejscu? Albo znajdę nowe filmy? Marzyłem kiedyś o zagraniu do “Mężczyzny, który się śmieje”, “Rąk Orlaca”, “Gabinetu doktora Caligari”, a może nawet “Nosferatu” lub “Golema”.  Noc jeszcze młoda.

B.