Krzyż jak półksiężyc

“Kasę może mieć i wariat, ale jego sen to szariat” – Roman Kostrzewski

Broniący związku religii z państwem chętnie straszą nas tym, że laickość ma doprowadzić do osłabienia, które przygotuje grunt innej kulturze (najczęściej w domyśle mają islamską) pod dominację w Europie. Bardzo mnie dziwi, że strasząc nas szariatem z radością legitymizują podobny, choć w innym kostiumie.

28 września 2018 zatrzęsło Polską. No, przynajmniej dość dużą częścią kraju, a na pewno tą, która chętnie publicznie dzieli się swoimi opiniami. Premiera filmu “Kler” Wojciecha Smarzowskiego stała się okazją do rozmowy w domach, miejscach pracy i oczywiście w mediach o kościele, o księżach, o wiernych.

+++

O samym filmie mogę napisać krótko: bardzo potrzebny, przejmujący, ważny. Oglądałem go w wypakowanej do ostatniego miejsca sali kinowej w Gdańsku. Po seansie część osób wychodziła ze spuszczonymi głowami, byli tacy o zaciętych z gniewu twarzach, ale nie brakowało też takich, którzy narzekali, że “film nie miał fabuły”, że “brakowało bohaterów” i wreszcie, że “beznadziejny bo nieśmieszny”. Ci ostatni z pewnością przeżyli zawód związany ze źle zmontowanym zwiastunem “Kleru”, który rzeczywiście reklamował go jak komedię. Sam po obejrzeniu reklamówki obawiałem się, że zobaczę ukłon w stronę Patryka Vegi, a nie kino Smarzowskiego. Na szczęście myliłem się, zwiastun zupełnie nie jest trafiony. Sam film, mimo próby przypięcia mu łatki “ataku na kościół” jest historią o ludziach, o ich upadku i próbach odkupienia, o grzechu i pokucie, oraz o złu, które czasem wygrywa. Moim zdaniem to głęboko chrześcijańskie tematy, a samych bohaterów także twórcy traktują po chrześcijańsku – ze zrozumieniem i empatią. Czy po katolicku? Nie mi oceniać, rozstałem się z Kościołem dawno temu, zatem nie powinienem mówić o jego interpretacjach. Tyle o filmie. Interesuje mnie szersze zjawisko, które trwa i za chwilę będzie miało nową odsłonę w postaci filmu Tomasza Sekielskiego na temat pedofilii w Kościele katolickim.

Film to rzeczywiście potężne medium, które obecnie jest w stanie naprawdę rozruszać opinię publiczną. “Kler” wywołał dyskusję, dokument Sekielskiego z pewnością także to zrobi. Jednak nie są one przecież pierwsze. Gdy w 1994 roku do kin wchodził film “Ksiądz” nie brakowało protestów. W Polsce pod kinami ustawiał się grupy ludzi (głównie starszych kobiet, ale nie tylko), które chciały blokować seanse, protestowały oraz w ramach demonstracji niezadowolenia głośno się modliły.

Modlenie się “za kogoś” jest częstym sposobem, u niektórych osób religijnych, okazywania swojego poczucia wyższości moralnej nad drugim człowiekiem. “Mam rację, ty błądzisz, modlę się za ciebie, byś przejrzał na oczy” – piękne prawda? Nie dość, że w ten sposób stawiają się na pozycji kogoś lepszego, z kim nie ma dyskusji to dodatkowo okazują oponentowi pogardę wraz z politowaniem: “jestem lepszy, ale zamiast cię potępić, życzę ci dobrze”. W języku angielskim jest na to bardzo dobre określenie: “bullshit”.

+++

Niedawno w Radio Tok FM jeden z publicystów dyskutujących na temat programu Roberta Biedronia i jego nowej partii mówił z przekąsem, że ostry rozdział Kościoła od państwa jest jedną z mód, które chcemy bezrefleksyjnie kopiować z Zachodu, w czasie gdy Europa znajduje się w złej sytuacji. Domyślam się, że miał na myśli problem jaki społeczeństwa szanujące tolerancję i otwartość napotkały w zderzeniu z twardymi zasadami religii islamskiej (oczywiście na potrzeby udowodnienia tezy, że postęp jest zły, a tylko krzyż w unii z berłem nas ocali, publicyści widzą tylko jej najbardziej radykalne odłamy).

+++

Nie bagatelizuję problemu zderzenia cywilizacji. Jednak w przypadku Polski i wielu krajów we wschodniej części Europy, gdzie religia katolicka lub prawosławna jest sprzężona z państwem, problem leży gdzie indziej. Nie, nie jest tak, że fakt występowania świątyń chrześcijańskich w większym zagęszczeniu niż szkoły pozwala nam odeprzeć straszliwe zagrożenie “tych złych spod półksiężyca”. Swoją drogą opisywanie tego zagrożenia wśród publicystów uważających się za prawicowych, katolickich i konserwatywnych (nie mi osądzać, choć mam wątpliwości co do niektórych przymiotników) w tych samych kategoriach jak naziści Żydów w latach 30-tych XX wieku chyba niespecjalnie licuje się przykazaniem danym wg, Nowego Testamentu przez Jezusa z Nazaretu.

+++

Zastanawiam się jednak, czy przypadkiem w Polsce i innych krajach nie mamy innego problemu. Szariat już tu jest. Prawo w Polsce powstaje w konsultacjach z hierarchami Kościoła, który nie podlega żadnej świeckiej kontroli. Działanie komisji majątkowej pokazało, że tej instytucji wcale nie chodzi o odzyskanie tego, co utraciła w wyniku działań PRLu, lecz po prostu pomnożenie kapitału, zarówno w formie ziemi jak i finansów. Nacisk i szantaż wobec polityków prawicowych ugrupowań w celu zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji jest bardzo skuteczny, politycy piszą prawo pod dyktando kapłanów bojąc się straty poparcia. Z jednej strony kapłani rozpaczają nad coraz mniejszą liczbą wiernych w świątyniach, z drugiej wciąż mają pieczę finansową nad większością najważniejszych społecznych rytuałów. Płacimy im za wstęp do społeczeństwa (chrzest, bo przecież trzeba), edukację (religia, bo etyki w szkole i tak nikt nie uczy, a co ma dziecko samo siedzieć), prawo do bycia z ukochaną osobą (śluby, bo przecież wypada, musi być kościelny dla rodziny) i wreszcie godną śmierć (pogrzeb i miejsce na cmentarzu). Tutaj akurat wina nie jest po stronie zorganizowanej religii (w Polsce katolickiej, ale przecież w innych miejscach świata mogą to być inne wyznania). To nasza wina, sami zakładamy sobie pętlę na szyję.

+++

Żaden film tego nie zmieni. Nie zmienia tego ujawnienie straszliwych zbrodni (nie waham się użyć tego sformułowania) przedstawicieli Kościoła wobec dzieci na całym świecie. Historie przyćmiewające najgorsze horrory docierają do nas z USA, Irlandii, także z Polski. Nic to nie zmienia. Politycy wciąż kłaniają się kardynałom, każda publiczna instytucja jest święcona przed użytkowaniem (wiele prywatnych też, ale tutaj jest to wybór właścicieli, którego nie chcę im odbierać). Nie jest żadną tajemnicą, że administracja papieska, także Jana Pawła II, wiedziała o pedofilskich występkach swoich funkcjonariuszy i tuszowała ich zbrodnie.

+++

Wiara może być piękna i inspirująca. Nie mam nic przeciwko temu, że w moim mieście są kościoły i ludzie się w nich modlą. Znam wiele osób, które dzięki religii mają mocne oparcie i idą przez życie drogą dobra. Bardzo to doceniam i szanuję, podobnie jak rolę dwutysięcznej historii Kościoła w tworzeniu kultury (i jej niszczeniu, choć to oczywiście rzadziej się podnosi). Jednak nie oznacza to, że nie widzę zagrożenia.

+++

Wielu publicystów straszących nas półksiężycem i “inwazją islamu” mówi, że odpowiedzią na to może być tylko silny związek państwa jako gwaranta prawa i Kościoła jako gwaranta moralności. Dla nich sekularyzacja oznacza osłabienie i wystawienie się na cios ze strony silniejszego monolitu religijnego. Moim zdaniem nie zdają sobie oni chyba sprawy, że przed szariatem chcą nas bronić… tym samym. Zmienia się tylko symbol, zamiast półksiężyca jest krzyż, ale sprowadza się to do tego samego – religia dyktująca państwu i ludziom zasady życia.

+++

Na koniec chciałbym przypomnieć pewien skandal, który na wiele lat przekreślił w Polsce popularność znanej wokalistki. Sinnead O’Connor śpiewając, że wierzy w zwycięstwo dobra nad złem i apelując o “walkę z prawdziwym wrogiem” w 1992 roku podarła w telewizji zdjęcie Jana Pawła II.


Uznano to wtedy za gest najgorszego sortu, skandal, a wokalistkę odsądzano od czci i wiary, metaforycznie spalono na stosie. Kiedy po ponad dwudziestu pięciu latach okazuje się, że w Irlandii dochodziło wtedy do zbrodni kleru na dzieciach, a podobne występki był na całym świecie tuszowane przez ludzi wyniesionego na ołtarza Jana Pawła drugiego jej wystąpienie wydaje się uzasadnione. Oczywiście, jak zawsze, ludzkość spóźniła się o ponad dwie dekady z reakcją na ten apel. Sama Sinnead jest osobą dotkniętą problemami ze zdrowiem psychicznym, którym zresztą trudno się dziwić mając w pamięci piekło jakie przeżyła w domu. Przechodziła także religijne metamorfozy, związała się z judaizmem, potem z islamem. Jednak to nie ma dziś znaczenia, jej akcja z 1992 roku miała sens, a opinia publiczna spaliła ją na stosie jako wariatkę i tanią skandalistkę. Daje do myślenia, prawda?

Nie każdy ksiądz jest pedofilem, wiara nie jest niczym złym, religijność pomaga wielu ludziom przetrwać trudne chwile i cieszyć się życiem, być lepszymi i empatycznymi. Nie brakuje inicjatyw związanych z Kościołem, które pomagają zapomnianym, biednym, chorym, odtrąconym przez świat.

Jednak mariaż władzy i wiary nigdy nie przynosi niczego dobrego. Wszyscy, którzy straszycie nas szariatem zastanówcie się dobrze, czy nie jedyną odpowiedzią jest pełna sekularyzacja. By jednej teokracji nie zastąpić kolejną.

“Władza deprawuje zawsze i wszędzie” – Alians

B.