Pocztówka z Neo Tokio

Przyszłość już była. Warto do niej wracać.

Na wstępie – to nie jest tekst dla fanów japońskiego cyberpunka, was nie trzeba przekonywać. To dla wszystkich, którzy obawiają się stracić czas na dziwne filmy z dalekiego kraju. Jest w nich znacznie więcej, niż można by podejrzewać.

Kocham stare cyberpunkowe anime. Nastrój, jaki potrafiły tworzyć, bohaterowie, fabuły, wciąż biją na głowę obecne próby pokazania zgubnych wpływów przyszłości w naszej popkulturze. Japońska animacja to galaktyka tak szeroka, że trzeba oczywiście przesiać przez gęste sito wszystkie tytuły by coś wyłuskać. Nie uważam siebie za eksperta, raczej za turystę, który co jakiś czas zapuszcza się w skąpane w deszczu i świetle neonów ulice Neo Tokyo, Mega Tokyo i innych miast przyszłości z fantazji Japończyków. Ich przyszłość jest naszą przeszłością, czy to nie zabawne?

Fabuła pierwszego odcinka “Goku: Midnight Eye” rozgrywa się w 2014 roku, a japońskie miasto jest w nim metropolią przyszłości, która nie ustępuje w żaden sposób pięknej plastycznej wizji drugiej filmowej części “Łowcy Androidów”. Główny bohater, samotny wilk, detektyw, eks-glina, rozpoczyna śledztwo w sprawie samobójstw policjantów przypisanych do sprawy pewnego handlarza bronią, któremu do tej pory nic nie udowodniono. Zagadka samobójstw prowadzi do spotkania z tajemniczym androidem, który wykorzystuje technologię do hipnotyzowania przeciwników. Głównemu bohaterowi udaje się przeżyć to spotkanie tylko dzięki temu, że wykłuwa sobie oko. Następnie tajemnicza grupa ratuje go i wszczepia mu nowe, cybernetyczne, które może łączyć się z siecią wszystkich komputerów, satelitów i maszyn. To technologia internetu rzeczy opowiedziana w filmie animowanym… na 30 lat przed jej upowszechnieniem.

Z biegiem wydarzeń jest tylko ciekawiej, pojawiają się kolejne androidy (piękne i niebezpieczne), akcja, zemsta, śmierć, a wszystkiemu towarzyszy muzyka na syntezatorach. Na koniec – oczywiście rockowy kawałek. Kreska “Goku” jest typowym przykładem animacji z dawniejszej epoki, zaczepionej między realizmem, a mangą. Dziś technicznie może niektórym wydać się to toporne, jednak dla mnie te anime mają niepodrabialny urok: gra świateł, kolory miasta (odcienie błękitu, różu, fioletu, turkusu, srebra, wieczna noc i deszcz), kluby, fryzury. Myślę, że twórcy nowoczesnego serialu “Altered Carbon” (skądinąd zupełnie niezłego) oglądali nie raz i nie dwa podobne perełki, jednak mimo wszystko nie udało im się stworzyć równie urokliwego miejsca.

Goku Midnight Eye 1 —>

Goku Midnight Eye 2 —>

Sam Goku jest dość typowym bohaterem: kliszą zawadiaki, którą spotkamy także w “Cyber City OEDO 303” czy “Cowboy Bebop”. To sympatyczny przystojniak, zwinny i doskonale sprawdzający się w walce wręcz, ale nie brakuje mu i ciętej riposty. Czasem bywa przezroczysty, ale w anime nigdy nie brakuje ciekawych postaci w tle (w “Goku” zwracam znów uwagę na androidy).

Skoro wspominałem już o “Cyber City OEDO 303”, to chętnie rozwinę myśl. To moim zdaniem obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy chcą poczuć “srebrny w mózgu chip, co wolnym czyni mnie” (czy ktoś jeszcze pamięta Johnny’ego Silverhanda?). Trzy genialnie opowiedziane historie o trzech kryminalistach, którzy dostali od wymiaru sprawiedliwości szansę na naprawienie win. Znajdziecie tu kryminał, noir, a nawet opowieść o wampirach w przyszłości, która naprawdę trzyma się kupy w przeciwieństwie do tylu historii krwiopijców. Dla mnie szczególnie przejmująca jest trzecia część o androgynicznym Bentenie i jego śledztwie. Nie, nie zamierzam wam tego opowiadać, natomiast gorąco polecam szczególnie, że nietrudno jest znaleźć te propozycje w sieci.

Cyber City OEDO 1 —>

Cyber City OEDO 2 —>

Cyber City OEDO 3 —>

Tytułów jest mnóstwo, a takich jak “Akira”, “Animatrix” czy “Ghost in the shell” nie muszę przedstawiać, to klasyki znane i lubiane (nie znacie? wspaniale – czeka was piękna podróż, nie zwlekajcie). Jest jednak jeszcze jedna seria, którą chciałbym tu dorzucić, zapomniana i raczej rzadko przypominana, a moim zdaniem wyjątkowo wartościowa.

“AD Police Files” to historia policyjna w przyszłości. Tu głównymi bohaterami będą policjanci (i policjantki!), śledztwa i trudy wprowadzania porządku w mieście przyszłości, gdzie co chwila na wolność wydostaje się zbuntowany cyborg, albo trzeba walczyć z uzbrojonymi po zęby gangami. W tym bardzo klasycznym kostiumie sprzedane są nam jednak bardzo dorosłe i poważne tematy. Pierwszy odcinek dotyczy współczesnego niewolnictwa, którego wyrazem są przeprogramowywane androidy. Sztuczne organizmy służą ludziom z pomijaniem wszelkich norm i część z nich nie wytrzymując obciążenia zaczyna się buntować. Znamienna scena gdy cybernetyczna kobieta atakuje ludzi może przypominać oszalałą z gniewu niewolnicę, która nie widząc nadziei na ratunek chce tylko zabić swojego ciemiężce, a następnie zginąć. Inny odcinek to historia kobiety, która chcąc zrobić karierę w rządzonym przez szowinistycznych mężczyzn biznesie pozbawia się fizycznie kobiecości, by następnie mścić się za to na młodych prostytutkach… niczym Kuba Rozpruwacz. Skrzywdzona i wykorzystana staje się oprawcą. W trzecim odcinku także pojawia się femme fatale, a jest nią pani naukowiec, która utrzymując sztucznie przy życiu śmiertelnie rannego policjanta z jednej strony pozwala mu służyć i pomagać, ale z drugiej… wykorzystuje do własnej przyjemności, faszerując przy okazji narkotykami. Historia kończy się przejmująco i tragicznie.

AD Police Files 1 —>

AD Police Files 2 —>

AD Police FIles 3 —>

Dorosłe tematy jak na “chińską bajkę”, co? Szczególnie, że “AD Police Files” to spin off z wesołego i znacznie jaśniejszego (choć też rewelacyjnego) “Bubblegum Crisis”, czyli opowieści o pięknych dziewczynach w metalowych kombinezonach, walczących z cyborgami złej korporacji (och, ile tu dobra!).  Jednak nie czarujmy się, animacja w Japonii to nie gatunek. To rodzaj literacki, narzędzie nie przypisane do kategorii wiekowej. Oglądając cyberpunkowe stare anime natrafiam na dorosłe i trudne problemy, które nie przestają być ważne mimo tego, że nasz kalendarz już przeskoczył daty z czołówek tych filmów.

Sayonara

B.