Captain Marvel, czyli 3 powody by WSZYSCY K$%WA WYLUZOWALI

Kolejny gargantuiczno-budżetowy film ze stajni Marvela na długo przed premierą stał się powodem zażartej dyskusji. Głównie w internecie, głównie wśród fanów i fanek fantastyki, gier i komiksów. Trudno było nie przegapić tego sporu: z jednej strony krzyki, że wojownicy sprawiedliwości społecznej po raz kolejny na siłę wciskają do gardeł swoją ideologię; z drugiej strony kontratak, wedle którego to zacofane, pryszczate i sfrustrowane piwniczne trolle nie mogą wytrzymać tego, że jest kolejny kasowy przebój z kobiecym bohaterem.

Jak zwykle, polaryzacja jest potężna, internet kipi, ludzie się wkurzają…

Kompletnie niepotrzebnie.

Oto kilka faktów, które warto wiedzieć przed pójściem na film by wyluzować.

  1. Kapitan Marvel była mężczyzną

    Bohaterka, która dla jednych jest orężem w walce o równość, a dla innych widocznym znakiem niepotrzebnej ideologizacji wszystkiego, była mężczyzna. Żeby było jeszcze śmieszniej, nie było jej nawet w uniwersum Marvela. Pierwszą postać o tej nazwie stworzyła konkurencja. W 1939 C. C. Beck oraz Bill Parker wymyślili bohatera o takim pseudonimie, który jest mężczyzną. Bardzo szybko stanie ona na polu bitwy, ale nie ze złoczyńcami lecz z prawnikami. Cpt. Marvel po raz pierwszy ukazuje się w Whiz Comics wydawnictwa Fawcett Comics, które szybko zostanie pozwane przez DC Comics, ponieważ według ówczesnego hegemona komiksu zbyt przypomina Supermana. W 1953 roku postać znika z komiksów, DC wygrywa.Ciekawy zwrot wypadków następuje w 1972 roku, gdy gigant (w sporym kryzysie w związku z popularnością Marvela, który od lat 60-tych wyrósł od zera do superbohatera rynku) wykupuje licencję na postać i zaczyna publikować jej przygody. To jednak nie koniec kłopotów kapitana, bo natychmiast pojawia się proces ze strony Marvela o… pseudonim bohatera. W czasie śpiączki bohatera Fawcett Comics Marvel stworzył własnego kapitana – pseudonim ten sam, biografia będąca odrobinę mieszanką dziejów Zielonej Latarni i Supermana.

    Warto jednak dodać, że scenarzyści i rysownicy kursowali między DC i Marvelem regularnie. Obie firmy podkupywały sobie członków zespołu, spiskowały, siały intrygi, wbijały sobie noże w plecy, zatem trudno się dziwić, że i tu i tu występują podobne postaci.

    Marvel wygrywa proces o swojego kapitana, a postać ze stajni DC zmienia ksywę na Shazam – od połączenia imion antycznych bohaterów, których moce przyzywa: Salomona, Herkulesa, Atlasa, Zeusa, Achillesa i Merkurego. To jednak nie koniec, bo Kapitan dalej jest mężczyzną. Kobiece wcielenie zyska dopiero w 1982 roku, wraz z wizerunkowym liftingiem.

    Film “Captain Marvel” nawiązuje do fabuły cyklu komiksów “Kree–Skrull War”, gdzie postać jeszcze jest mężczyzna.

    Jaki można z tego wyciągnąć wniosek? Że kobiecość tej postaci raczej nie jest czymś specjalnie nowym, a jej miniona męskość raczej wynika z uatrakcyjnianiem marki i szukaniem nowych fanów, nie manifestem politycznym.

  2. Cios w zmaskulinizowany świat superbohaterów

    Identycznie, jak w przypadku “Wonder Woman”, głoszono przy okazji promocji tego filmu koniec z męską dominantą w świecie komiksów oraz filmów sf i fantasy. Jest to tak samo bzdurny zarzut jak ten drugiej strony sporu, że social justice warriors kradną im postać.

    “Wonder Woman”, ze swoimi wadami i zaletami, był filmem DC i dla niego zarobił ogromne sumy na komiksowej kobiecości. “Captain Marvel” to spóźniona odpowiedź konkurenta, Marvela. To nie wojna o sumienia, tylko o portfele.

    A skoro już to sobie wytłumaczyliśmy to chciałbym tylko wyjaśnić kwestię “nie było do tej pory kobiecych bohaterek: niezależnych, kompetentnych i ciekawych”:
    – Elen Ripley – “Obcy”
    – Sarrah Connor – “Terminator”
    – Kathryn Janeway – “Star Trek: Voyager”
    – Zoe Washburne – “Firefly”
    – Dana Scully – “X-Files”
    – Kara “Starbuck” Thrace – “Battlestar Galactica”
    – Katniss – “Hunger Games”
    – Xena – “Xena: warrior princess”
    – Michonne – “The Walking Dead”
    – Tank Girl – “Tank Girl”
    i wiele innych, zatem krytycy s-f i komiksów, zatem krytykujący tę gałąź kultury jako antykobiecą, która dopiero teraz zaczyna zauważać zróżnicowanie – do filmów, książek i komiksów! Nadrabiać zaległości.

  3. Film zagrany na miarę

    Nie od wczoraj wiadomo, że dobre kino przygodowe tworzy muzyka. Czas nawiązań do lat 80-tych ubiegłego wieku definitywnie się skończył (choć dalej uważam, że żyjemy w ich powtórce – polecam tekst na ten temat), teraz kultura tworzona jest dla rynkowej grupy urodzonej w 80-tych, ale wychowującej się już w 90-tych. Neonowy świat “Stranger Things” i “Atomic Blonde” odchodzi, teraz czas zarobić na zbliżających się do 40-tki. Jak to zrobić? Przypomnieć im muzyczną młodość.

    Zaglądamy na listę piosenek z filmu “Captain Marvel” – znajdziemy tu klasyki czasów, gdy blichtr, syntezatory i lakier do włosów ustąpiły miejsca depresyjnym koszulom, rozstrojonym gitarom i rozmazanemu makijażowi.
    – Elastica
    – Nirvana
    – Garbage
    – Hole
    – R.E.M.
    – No Doubt
    to tylko niektóre.

    Efekt ma być ten sam, co w przypadku “Guardians of the Galaxy” – łechtanie nostalgii, które powoduje u wielu skurcz portfela.

Pamiętając o tych trzech ciekawostkach idźcie spokojnie na film, jeśli takie produkcje lubicie. Nie zastanawiajcie się, czy to rewolucja społeczna, czy może brutalna ideologizacja rozrywki. Zapewniam was, że ani to, ani to: to cały czas ten sam wyścig, który trwa od lat 50-tych, na który wskazuje spór o Kapitana Marvela – wyścig o zysk.

Jeśli lubicie film superbohaterskie, wyluzujcie i bawcie się dobrze, czego wam gorąco życzę. Ja do kina nie pójdę, bo mam dość marvelowskiego kina od pewnego czasu. Może zobaczę kiedyś na VOD? W końcu jest tam ważny kot… A koty, to cios w mój miękki punkt. O tym jednak innym razem.

B.