Czarna Arielka. Polityczna? Nie! Ekonomiczna

Ej oburzeni, ale wiecie, że tu nie chodzi o politykę tylko stłuczenie gigantycznej kasy? Po sukcesie “Black Panther” nagle wielcy świata kina obudzili się, że istnieje gigantyczna niezagospodarowana publiczność, na której można zarobić.

Przez ostatnie prawie 100 lat Disney zarabiał na białych, po prostu chce rozszerzyć swoje portfolio klientów. “Księżniczka i żaba” była kwiatkiem do kożucha, a i w dniu premiery nie brakowało oburzonych, że “teraz to będą polityczne księżniczki”.

Dodam, że od samego początku ekranizacji animowana wersja syrenki nie miała wiele wspólnego z tekstem źródłowym, podobnie zresztą jak z innymi baśniami.

Jeżeli Disney zapragnie rynku chińskiego, stworzy syrenkę odpowiednio dopasowaną do tamtejszej publiczności.

 

Znalezione na Facebooku.

Na miejscu oburzonych raczej popatrzyłbym na to jak Disney przejmuje kolejne marki i studia, jak rośnie w coraz większego molocha, którego produkty zawładną wyobraźniami waszych dzieci (podobnie jak “Mała syrenka” wbiła się w waszą). Tym można się niepokoić. Jakoś amerykańskie prawo antymonopolowe im nie przeszkadza.

Czy wiecie na przykład, że od pewnego czasu Disney ma prawa do “Obcego”? Zatem ja obawiam się raczej fuzji ksenomorfów z Myszą Miki albo Obcej Księżniczki.

Halle Bailley jest wokalistką (a filmy Disney’a firmują się piosenkami od zawsze), ma na swoim koncie wideoklipy o ogromnych zasięgach na YouTube. Naprawdę dziwicie się, że gigant sięga po młodą popową artystkę do obsady musicalu? Naprawdę to takie dziwne, że planuje zarobić grube kokosy na kolejnym pokoleniu (którego niestety większość oburzonych nie jest już częścią)?