VEGAnizm ciężkostrawny

Polską wstrząsnął kolejny film Patryka Vegi. No dobra, bądźmy szczerzy: wstrząsnął trailer i doskonała akcja promocyjna samego reżysera. Sam film “Polityka” zbiera recenzje, które wskazują na to, że nie jest niebezpieczny, wywrotowy czy rewolucyjny. Jest zwyczajnie nudny. Najważniejsze się jednak udało: znów tysiące widzów ruszyły do kin spodziewając się czegoś naprawdę mocnego od reżysera, który obiecuje z każdym kolejnym filmem przekraczać granice. Nie będę pisał o “Polityce”, interesuje mnie sam reżyser, a raczej to co z nim robi opinia publiczna. Co robi? Dokładnie to co reżyser chce.

Czytając dostępne w internecie informacje biograficzne o Vedze można mu tylko pozazdrościć zaradności i pracowitości. Zaczyna w bardzo młodym wieku, szybko się uczy, doskonale adaptuje się do warunków. Te cechy sprawią, że dziś jest gigantem polskiej kinematografii – nie artystycznie, a finansowo.

Do 2020 roku ma mieć na koncie jako reżyser lub scenarzysta 15 filmów, paletę seriali, sporo nagród (nie tylko niesławne “Węże” dla najgorszych filmów, także prawdziwie prestiżowe). Naprawdę imponujący dorobek.

Na polskim ekranie swoją potęgę zbudował między innymi kolejnymi “Pitbullami”, “Botoksem” i “Kobietami Mafii”. Można powiedzieć, że wyspecjalizował się w kinie gatunkowym: sensacja, przemoc, przestępczość, brutalizm. Polskie kino gatunkowe od zawsze miało bardzo nierówne losy. Komedia dość mocna, sensacja sobie radzi, komedia romantyczna na stabilnej półce, ale na przykład horror praktycznie u nas nie żyje (nieliczne próby, wśród nich niewiele pereł), a science fiction? Nie ma o czym właściwie mówić. Obierając sobie jako bazę kino sensacji podlane polskim sosem niczym hot dog na stacji benzynowej Vega od lat daje polskiemu widzowi coś swojskiego, w miarę zapychającego, idealnego na niedzielnego kaca i jednocześnie pozbawionego wartości odżywczych.

“Polityka” miała być inna, zatrząść krajem, pogonić polityków, a wedle niektórych nawet doprowadzić do zmian w sondażach przedwyborczych. Niedługo wybory parlamentarne, zatem kampanijna gorączka jest bardzo wysoka, a domowe dysputy przy stole sięgają temperatury wrzenia.

Vega, czego nie ukrywał nigdy, robi filmy “pod publikę”. Dosłownie, ponieważ najważniejszym narzędziem ich tworzenia są badania socjologiczne. Gdy reżyser wie co ludzi wnerwia, co gotuje krew – korzysta z tego do stworzenia filmu grającego na tych strunach. “Botoks”, moim zdaniem obrzydliwy, ale mający wielu zwolenników i finansowo okrzyknięty sukcesem, to przykład takiego umiejętnego słuchania vox populi. Vega uważnie wsłuchał się w głosy stojących w kolejkach, wkurzonych na służbę zdrowia, uważnie wybrał oczerniające lekarzy i ratowników medycznych anegdoty. Udało się, trafił w uciskającego niejeden polski pośladek czyraka, bo przecież kto z nas nie miał problemów z publiczną służbą zdrowia?

Warto wspomnieć o wątku aborcyjnym w “Botoksie”. Scena w której lekarze zostawiają żywe dziecko w innym pomieszczeniu na pewną śmierć.
– To film misyjny rozszerza światło w świecie ogarniętym ciemnością, dostałem ten film z góry, byłem tylko narzędziem. Ludzie mówią, że jak zobaczyli “Botoks”, stali się przeciwnikami aborcji. Nawet jeśli tylko jedna osoba zmieni zdanie i nie usunie dziecka, warto było go nakręcić – mówił w rozmowach z mediami.
Promocji tego filmu towarzyszyła powtarzana w wielu talk showach opowieść o religijnym nawróceniu, moralnej przemianie i odnalezieniu kompasu wartości po wcześniejszym życiu pełnym ekscesów. Przykład: rozmowa z Natalią Hołownią z Gali.pl.

 

Dodajmy jeszcze jedną rozmowę i zdanie “sukces przyszedł wtedy gdy przestało mi na nim zależeć” – brzmi dobrze, zapamiętajcie je. W rozmowie jest wątek osobisty, pojawia się nawet papież Jan Paweł II i jego śmierć. Wiadomo, najważniejsze doświadczenie pokoleniowe wielu Polaków, moment narodowego pojednania i ducha (choćby na te kilka godzin po ogłoszeniu wiadomości o zgonie). Struny, na których gra reżyser nie są przypadkowe, bo wie dla kogo gra.

 

W rozmowie z katolickim portalem Aleteia.pl reżyser powie: “Myślę nieskromnie, że w kwestii aborcji „Botoks” zdziałał więcej niż jakakolwiek organizacja w Polsce zajmująca się tym procederem.”

Patryk Vega promując kolejne filmy sam staje się promocją. Kiedy chce zareklamować film przeciwko aborcji (przy okazji uderzający szerokim zamachem po wszystkim co z medycyną związane) ogłasza swoje nawrócenie, podkreśla skromność, spokój i przywiązanie do wartości rodzinnych. Wie jak dobrze trafi to do miłośników mediów Tadeusza Rydzyka, związanych z Episkopatem oraz tych finansowanych przez SKOKi i bardzo blisko związanych z konserwatywnymi politykami. To rok 2017.

Gdy jednak przychodzi kolejny rok i trzeba promować “Kobiety mafii”, film sensacyjny o polskiej przestępczości, trzeba trafić do innego odbiorcy. Tym razem celem są przede wszystkim ci, którym imponuje bogactwo, wystawne życie trochę na krawędzi, bez żadnych ograniczeń. Czas zbudować nowy wizerunek, który trafi do bywalców osiedlowych siłowni, pogromców podrasowanych Golfów i konsumentów najtańszych napoi energetycznych. Nową kreację Patryka Vegi najlepiej podsumowuje przedstawiony w jednym z tabloidów pomysł na idealny dzień: Lambo, bzykanko, helikopter, pizza, prestiż.

 

Oczywiście projekt znów działa doskonale, a “Kobiety Mafii” sprzedają się dobrze w kinach i na DVD. W osiem dni obejrzało go milion widzów. Tylko pogratulować.

Znów zmienia się rok i znów zmienia się Vega. Wracamy do filmu “Polityka”, który od momentu wypuszczenia przez reżysera pierwszych fragmentów do sieci stał się skazany na sukces kasowy. Czy jest dobry, czy zły – to nie ma znaczenia. Zarobi potężne pieniądze, a reżyser znów rozwija skrzydła jednocześnie tworząc nowego siebie. Tym razem jest głosem “zwykłych ludzi” wkurzonych na polityków. Podkreśla w wywiadach, że jest socjologiem i przed zrobieniem filmów dokładnie bada potrzeby widza. Jednocześnie znika gdzieś skromność, konserwatywne wartości i przywiązanie do religii. Zniknąć musi, bo zmienia się publiczność, do której z filmem chce trafić reżyser.

Patryk Vega – źródło: Facebook

Tym razem będą to większe miasta. Vega znów jest skuteczny i zaprasza go do studia Jacek Żakowski, który kulturę popularną raczej omija. Panowie rozmawiają o filmie, o planach, o bogactwie. Reżyser znów doskonale zna zasady gry i można odnieść wrażenie, że z eksperta od kina dresiarskiego przeszedł drogę do dojrzałego reżysera, który teraz zaangażuje się w najważniejsze dyskusje w kraju, sięgnie po trudne tematy i z wyczuciem oraz artyzmem będzie nas przemieniał w kinie. Tak, śmieję się pisząc to nawet, nie wspominając o tym, że bawi mnie fakt, że niektórzy naprawdę w coś takiego mogliby uwierzyć.

Jaki będzie następny kostium Patryka Vegi? Myślę, że można to przewidzieć śledząc zapowiadane kolejne tytuły. Zostawię tę zabawę jednak wam. Dlaczego uczepiłem się tego jednego reżysera? Otóż wcale nie dlatego, że mam coś przeciwko niemu, czy jego filmom. To, czy mi się podobają, czy się z nimi zgadzam, czy nie – to kwestia osobnej rozmowy i pisania stricte filmowej recenzji. Nie, nie po to jest ta opowieść. Nie zamierzam także krytykować reżysera za to, że zmienia wizerunek i promowane w mediach wartości jak rękawiczki. W ogóle nie atakuję Patryka Vegi, ani jego filmów.

Moja obserwacja i ta opowieść służy temu by pokazać, jak genialnie potrafi on grać na ludziach oraz z jaką łatwością wykorzystuje ich owczy pęd. Przeistacza się by promować swoje produkty i osiąga wspaniałą ich sprzedaż. Czy można mieć do niego o to pretensje, że jest skuteczny? Ja nie mam najmniejszych. Patrykowi Vedze trzeba przyznać, że jest ultra-profesjonalistą, ma strategię, każdy kolejny produkt to osobna kreacja. O jego skuteczności świadczą liczby widzów i zarobki.

Problemem nie jest on, jego filmy, czy przemiany. Jest nim fakt, jak łatwo wodzić ludzi za nos. Dzisiaj Vega obroni was przed lewackimi aborterami i big pharmą, powspomina papieża Polaka. Jutro pokaże hedonistyczny świat, rozbije Lambo i wciągnie z wami kreskę z biustu top-modelki. Pojutrze stanie się ludowym trybunem broniącym zwykłych ludzi przed zakłamanymi i skorumpowanymi politykami. Kim będzie za tydzień? Nie wiem, ale z pewnością na tym doskonale zarobi, a ci, którymi tak umiejętnie manipuluje, nawet się nie zorientują.

I ta podatność na manipulację właśnie tak bardzo mnie vqrvia.

B.